Dlaczego ceny ropy reagują na wydarzenia na Bliskim Wschodzie znacznie słabiej, niż można by oczekiwać?
Tak ograniczona reakcja rynku może wydawać się paradoksalna. Zamknięcie cieśniny Ormuz, przez którą normalnie przepływa około jedna piąta światowego handlu ropą naftową, powinno teoretycznie wywołać gwałtowny skok cen. Dodatkowo sytuację komplikuje aktywność wspieranych przez Iran rebeliantów Huti, którzy grożą całkowitą blokadą izraelskich statków na Morzu Czerwonym. W przeszłości atakowali oni również tankowce przepływające przez strategiczną cieśninę Bab al-Mandab, będącą jednym z najważniejszych szlaków transportu ropy na świecie.
Jednocześnie perspektywa szybkiego porozumienia pokojowego staje się coraz mniej prawdopodobna. Iran domaga się, aby rozwiązanie sytuacji w Libanie było integralnym elementem każdego przyszłego porozumienia. Dla Stanów Zjednoczonych oznacza to niezwykle trudne negocjacje pomiędzy interesami Izraela i Iranu. Chociaż prezydent Donald Trump deklaruje przekonanie, że Izrael zaakceptuje kompromis, ostatnie działania izraelskich władz, podejmowane bez konsultacji z Waszyngtonem, podważają ten optymizm. Choć wszystkie strony konfliktu mają interes w zakończeniu wojny trwającej już ponad trzy miesiące, droga do trwałego pokoju może okazać się znacznie dłuższa i bardziej skomplikowana, niż obecnie zakłada rynek.
Mimo to ceny ropy nie eksplodowały. Wynika to przede wszystkim z faktu, że globalny rynek energii zaczął stopniowo dostosowywać się do ograniczenia dostaw z rejonu Zatoki Perskiej.
Pierwszym mechanizmem łagodzącym skutki kryzysu było przekierowanie eksportu ropy za pomocą istniejącej infrastruktury rurociągowej. Arabia Saudyjska wykorzystuje rurociąg East-West Pipeline prowadzący do terminalu eksportowego Yanbu nad Morzem Czerwonym. Jego przepustowość wynosi około 7 mln baryłek dziennie, jednak przed zamknięciem cieśniny Ormuz wykorzystywano zaledwie jedną trzecią tej zdolności. Dodatkowym ograniczeniem jest sam terminal eksportowy, który może obsłużyć maksymalnie 5 mln baryłek dziennie.
Podobnie Zjednoczone Emiraty Arabskie dysponują rurociągiem prowadzącym do portu Fujairah nad Zatoką Omańską o przepustowości 1,8 mln baryłek dziennie. Przed wybuchem konfliktu wykorzystywano około dwóch trzecich jego możliwości. Dzięki zwiększeniu wykorzystania obu systemów przesyłowych udało się przekierować około 4 mln baryłek ropy dziennie poza zagrożone obszary.
Drugim czynnikiem stabilizującym rynek był gwałtowny wzrost eksportu ropy ze Stanów Zjednoczonych. Według danych firmy Kpler amerykański eksport morski ropy osiągnął w maju rekordowy poziom przekraczający 5,6 mln baryłek dziennie. W połowie maja tygodniowy eksport sięgnął nawet 6,3 mln baryłek dziennie. Ponad 2,5 mln baryłek dziennie trafiło do Japonii, a kolejne niemal 2,5 mln baryłek dziennie do Europy.
Kpler prognozuje dalszy wzrost eksportu do niemal 6 mln baryłek dziennie w czerwcu. Warto jednak zauważyć, że nie był on wynikiem znaczącego zwiększenia produkcji ropy. Znaczna część dodatkowych dostaw pochodziła z uwalniania zapasów strategicznych i komercyjnych. Od końca marca amerykańskie zapasy ropy zmniejszyły się o 86 mln baryłek. Z tej liczby aż 58 mln baryłek pochodziło z rezerw strategicznych, a około jedna trzecia została wyeksportowana, głównie do Europy.
W ciągu ostatnich dwóch miesięcy eksport ropy z regionu Zatoki Meksykańskiej osiągnął 28 mln baryłek, czyli około trzykrotnie więcej niż zwykle. Tak znaczący wzrost był możliwy właśnie dzięki uwolnieniu części strategicznych rezerw.
Trzecim ważnym czynnikiem ograniczającym wzrost cen jest wyraźne osłabienie globalnego popytu na ropę, szczególnie w Azji. Według danych Kpler zapotrzebowanie azjatyckich rafinerii spadło od marca o 2,7 mln baryłek dziennie.
Największy wpływ miały tutaj Chiny. Import ropy przez Państwo Środka obniżył się w maju do 7,8 mln baryłek dziennie, osiągając najniższy poziom od ośmiu i pół roku. W porównaniu z marcem oznacza to spadek o około 4 mln baryłek dziennie.
Przyczyną jest słabnący popyt wewnętrzny oraz pogarszająca się rentowność niezależnych chińskich rafinerii. Sytuację dodatkowo pogłębiły ograniczenia eksportu produktów paliwowych wprowadzone przez Pekin od kwietnia. Doprowadziło to do nadpodaży paliw na rynku krajowym i spadku marż rafineryjnych. W odpowiedzi część zakładów ograniczyła produkcję.
Słabszy popyt w Chinach znajduje odzwierciedlenie również w działaniach Arabii Saudyjskiej. W maju Rijad podniósł oficjalne ceny sprzedaży dla klientów azjatyckich w reakcji na problemy podażowe. Jednak już w czerwcu oraz ponownie w lipcu został zmuszony do ich obniżenia, co wyraźnie wskazuje na osłabienie popytu w regionie.
Mimo tych czynników równowaga na rynku pozostaje krucha. Braki dostaw są obecnie częściowo kompensowane poprzez zużywanie zapasów ropy zgromadzonych w wielu krajach. Problem polega jednak na tym, że poziom zapasów, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, szybko się obniża.
Amerykańskie zapasy ropy znajdują się obecnie około 3,5 proc. poniżej średniej z ostatnich pięciu lat. Zapasy benzyny są o około 5 proc. niższe od typowych poziomów dla tej pory roku. Jeszcze bardziej niepokojąca jest sytuacja w przypadku średnich destylatów, takich jak olej napędowy czy paliwo lotnicze. Ich zapasy są najniższe od 23 lat.
To rodzi pytanie, jak długo Stany Zjednoczone będą mogły utrzymywać rekordowy eksport bez ryzyka niedoborów na rynku krajowym. Jeśli zapasy będą nadal spadać, administracja amerykańska może zostać zmuszona do ograniczenia eksportu, aby uniknąć wzrostu cen paliw przed wyborami do Kongresu zaplanowanymi na listopad.