Płace hamują, a amerykański konsument traci siłę
Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy wyraźnie rozczarował. Zatrudnienie poza rolnictwem spadło w lipcu o 23 tys. miejsc pracy, a dane za wcześniejsze miesiące zostały mocno zrewidowane w dół. Zatrudnienie w sektorze prywatnym wzrosło jedynie o 30 tys., podczas gdy w poprzednich sześciu miesiącach średni miesięczny przyrost wynosił około 79 tys. Część słabości całego odczytu można wprawdzie tłumaczyć spadkiem zatrudnienia w lokalnej edukacji publicznej, gdzie w okresie wakacyjnym występują silne wahania sezonowe, jednak szerszy obraz rynku pracy również staje się coraz mniej komfortowy.
Szczególnie istotne są dane o wynagrodzeniach. Płace godzinowe wzrosły w lipcu o 3,2% rok do roku, co było najniższą dynamiką od maja 2021 r., a wynik za czerwiec został obniżony do 3,4%. Jeżeli lipcowa inflacja CPI, zgodnie z oczekiwaniami, wyniesie 3,4%, dynamika płac spadnie poniżej tempa wzrostu cen. Oznaczałoby to dalsze pogorszenie realnej siły nabywczej amerykańskich gospodarstw domowych. Proces ten trwa już od kilku miesięcy i szczególnie mocno dotyka pracowników produkcyjnych oraz zatrudnionych bez funkcji kierowniczych m.in. w edukacji i ochronie zdrowia.
To ważna zmiana względem lat 2023–2025, kiedy wzrost wynagrodzeń realnych pozwalał stopniowo odbudowywać siłę nabywczą po wcześniejszym skoku inflacji. Ten proces zatrzymał się na początku 2025 r., a później dodatkową presję na ceny zaczęły wywierać cła oraz wzrost cen energii związany z konfliktem USA–Iran. Konsumpcja pozostaje na razie relatywnie mocna, ale coraz większa jej część jest finansowana kosztem oszczędności. Spadająca stopa oszczędności sugeruje, że gospodarstwa domowe coraz intensywniej wykorzystują bieżące dochody i kredyt, co w dłuższym terminie może ograniczać odporność konsumpcji.
Sam rynek pracy nie znajduje się jeszcze w kryzysie. Liczba zwolnień pozostaje niewielka, a bezrobocie nadal jest niskie. Problemem jest przede wszystkim słaba skłonność firm do zatrudniania nowych pracowników oraz spadający współczynnik aktywności zawodowej. Nie jest przy tym jednoznaczne, czy ograniczona liczba nowych miejsc pracy wynika głównie ze słabszego popytu ze strony przedsiębiorstw, czy też z mniejszej podaży pracy po ograniczeniu imigracji. Niezależnie od przyczyny, amerykański rynek pracy wyraźnie stracił wcześniejszy impet.
Raport komplikuje sytuację Rezerwy Federalnej. Z jednej strony inflacja od ponad pięciu lat utrzymuje się powyżej celu wynoszącego 2%, dlatego część członków Fed nadal opowiada się za podwyżkami stóp procentowych. Z drugiej strony dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej w momencie słabnącego zatrudnienia i pogarszających się realnych dochodów zwiększa ryzyko zbyt silnego schłodzenia gospodarki. Wyższe stopy podniosłyby dodatkowo koszty kredytów hipotecznych, kart kredytowych i finansowania przedsiębiorstw dokładnie w momencie, gdy gospodarstwa domowe zaczynają odczuwać większą presję na swoje budżety.
Rynek po publikacji ograniczył więc oczekiwania dotyczące kolejnych podwyżek stóp. Rentowność dwuletnich obligacji skarbowych, która szczególnie silnie reaguje na oczekiwania wobec polityki Fed, początkowo wyraźnie spadła. Później część tego ruchu została jednak odrobiona, ponieważ inwestorzy zwrócili uwagę na wciąż podwyższoną inflację oraz fakt, że słaby odczyt zatrudnienia nie oznacza jeszcze gwałtownego załamania rynku pracy. W efekcie raport osłabił argumenty za szybkim podnoszeniem stóp, ale nie zamknął całkowicie takiego scenariusza.
Niższe oczekiwania wobec stóp były początkowo negatywne dla dolara. Spadek rentowności amerykańskich obligacji zmniejszył przewagę odsetkową amerykańskiej waluty, co przełożyło się na jej osłabienie po publikacji danych. Jednocześnie ten sam mechanizm wsparł amerykański rynek akcji. Dla Wall Street słabszy raport z rynku pracy oznacza bowiem mniejsze ryzyko kolejnych podwyżek stóp i niższą presję na wyceny spółek, szczególnie technologicznych. Rynek ponownie zareagował więc według schematu „słabsze dane to łagodniejszy Fed”, co przełożyło się na poprawę nastrojów na giełdzie.
Najważniejszym problemem w lipcowym raporcie nie jest zatem sam spadek zatrudnienia, lecz stopniowe pogarszanie się realnej sytuacji amerykańskiego konsumenta. Jeśli inflacja pozostanie w okolicach 3,4%, a dynamika wynagrodzeń będzie nadal hamować, presja na dochody gospodarstw domowych może stać się coraz ważniejszym czynnikiem dla polityki Fed. Kluczowe znaczenie będzie miał teraz raport CPI za lipiec. Wyższa od oczekiwań inflacja mogłaby ponownie zwiększyć oczekiwania na podwyżkę stóp i wesprzeć dolara, natomiast słabszy odczyt, w połączeniu z rozczarowującym NFP, dodatkowo wzmocniłby argumenty za pozostawieniem stóp bez zmian i byłby korzystny dla amerykańskich akcji.