W ostatnich miesiącach sytuacja na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych zaczęła ponownie budzić obawy. Pod koniec ubiegłego roku pojawiły się sygnały stabilizacji. W grudniu i styczniu stopa bezrobocia lekko spadła, a tempo tworzenia nowych miejsc pracy było stosunkowo solidne. Dane za luty wskazują jednak na pogorszenie sytuacji. Stopa bezrobocia ponownie wzrosła, liczba zatrudnionych wyraźnie się zmniejszyła, a wcześniejsze dane o wzroście zatrudnienia zostały skorygowane w dół. Choć część tych zmian może wynikać z czynników jednorazowych, to jednak ryzyko pogorszenia sytuacji na rynku pracy wyraźnie wzrosło. Warto zauważyć, że zatrudnienie spadło już w pięciu z ostatnich dziewięciu miesięcy, co wskazuje na narastającą kruchość rynku pracy.
Jednocześnie inflacja nie zachowuje się tak korzystnie, jak mogłyby sugerować niektóre dane. Inflacja cen konsumpcyjnych mierzona wskaźnikiem Consumer Price Index w ostatnich miesiącach wyraźnie spadła, a jej podstawowa miara po wyłączeniu cen energii i żywności wyniosła w lutym około 2,5 proc. Jednak dla Rezerwy Federalnej kluczowym wskaźnikiem pozostaje inflacja mierzona wskaźnikiem cen wydatków konsumpcyjnych gospodarstw domowych, czyli Personal Consumption Expenditures Price Index.
W typowych warunkach inflacja liczona według tego wskaźnika jest zwykle o około 0,2 do 0,3 punktu procentowego niższa niż inflacja mierzona wskaźnikiem cen konsumpcyjnych. Oznaczałoby to, że inflacja bazowa byłaby już bardzo blisko celu banku centralnego wynoszącego 2 proc. Tym razem sytuacja wygląda jednak inaczej. W ostatnim czasie inflacja mierzona wskaźnikiem cen wydatków konsumpcyjnych okazała się wyraźnie wyższa od inflacji mierzonej wskaźnikiem cen konsumpcyjnych. Wynika to między innymi z faktu, że w koszyku tego wskaźnika znajdują się niektóre usługi finansowe, których nie uwzględnia się w koszyku inflacji konsumenckiej, a których ceny w ostatnim czasie znacząco wzrosły. W rezultacie oczekuje się, że podstawowa miara inflacji liczona według tego wskaźnika wyniesie za styczeń około 3,1 proc., czyli wyraźnie powyżej celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej.
Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje wzrost cen energii związany z konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie. Jeżeli ceny ropy naftowej i paliw utrzymają się na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas, mogą wywołać tak zwane wtórne efekty inflacyjne. Oznacza to przenoszenie wyższych kosztów energii na ceny innych dóbr i usług w gospodarce, co mogłoby ponownie nasilić presję inflacyjną.
W tej sytuacji podczas najbliższego posiedzenia Federal Open Market Committee zmiana stóp procentowych jest mało prawdopodobna. Słabsze dane z rynku pracy wzmocniły głosy wśród członków banku centralnego opowiadających się za bardziej łagodną polityką pieniężną. Przykładowo członkini zarządu Michelle Bowman wskazała, że najnowsze dane potwierdzają jej opinię, iż rynek pracy pozostaje słaby i mógłby skorzystać ze wsparcia w postaci niższych stóp procentowych. Na razie jednak pogląd ten prawdopodobnie nie stanowi stanowiska większości w Komitecie.
Jednocześnie podwyżki stóp procentowych również nie wydają się obecnie realnym scenariuszem. Rezerwa Federalna będzie chciała najpierw ocenić, jak długo utrzymają się napięcia geopolityczne oraz związane z nimi zawirowania na rynku energii. Jeśli konflikt z Iranem szybko się zakończy, a długoterminowe oczekiwania inflacyjne pozostaną stabilne, bank centralny może uznać wzrost cen energii za jednorazowy szok podażowy, który tylko przejściowo podniesie inflację. Podobne podejście stosowano wcześniej wobec wpływu ceł handlowych, których oddziaływanie na inflację również oceniano jako ograniczone w czasie.
W takim scenariuszu, przy stopniowym ustępowaniu presji inflacyjnej, Rezerwa Federalna pod kierownictwem przyszłego przewodniczącego Kevin Warsh mogłaby rozpocząć powolne obniżki stóp procentowych od połowy roku. Łączna skala łagodzenia polityki pieniężnej mogłaby wynieść około 100 punktów bazowych do wiosny 2027 roku.
Znacznie trudniejsza sytuacja pojawiłaby się jednak w przypadku utrzymywania się bardzo wysokich cen ropy naftowej przez dłuższy czas. Wówczas bank centralny stanąłby przed klasycznym dylematem polityki pieniężnej. Musiałby zdecydować, czy ważniejsze jest ograniczanie inflacji, czy wspieranie słabnącego rynku pracy. W takim scenariuszu najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem byłoby utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie przez dłuższy okres, być może także po połowie roku.
Mimo to w szerszym kontekście politycznym bardziej prawdopodobne pozostają obniżki stóp procentowych niż ich podwyżki. Szczególnie przed wyborami zaplanowanymi na listopad rośnie bowiem presja polityczna na prowadzenie bardziej łagodnej polityki pieniężnej, która mogłaby wspierać aktywność gospodarczą oraz sytuację na rynku pracy.