Źródło tych obaw jest stosunkowo oczywiste. Im dłużej utrzymuje się wzrost cen energii, tym większe ryzyko pojawienia się tzw. efektów drugiej rundy. Początkowy szok energetyczny zaczyna wtedy przenikać do całej gospodarki – wyższe koszty transportu, produkcji i energii przekładają się na wzrost cen towarów oraz usług, a następnie wpływają również na oczekiwania płacowe. W efekcie inflacja przestaje być problemem ograniczonym wyłącznie do rynku surowców i zaczyna utrwalać się w szerszej strukturze gospodarki.
Rynek coraz bardziej bierze pod uwagę taki scenariusz, ponieważ nadal nie widać przełomu w relacjach pomiędzy Waszyngtonem a Teheranem. Brak porozumienia oznacza utrzymujące się ryzyko dla transportu ropy przez Cieśninę Ormuz – jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Każde przedłużenie napięć geopolitycznych zwiększa prawdopodobieństwo utrzymania wysokich cen energii przez dłuższy okres, a tym samym wzmacnia presję inflacyjną globalnie.
W tym środowisku korzysta dolar amerykański. Głównym powodem jest wyraźny wzrost oczekiwań dotyczących stóp procentowych w USA. Rezerwa Federalna posiada reputację banku centralnego, który reaguje szybko i zdecydowanie na ryzyko inflacyjne. W okresach wzrostu inflacji inwestorzy zakładają więc, że Fed będzie utrzymywał restrykcyjną politykę monetarną dłużej niż inne banki centralne, co wspiera amerykańską walutę.
W pamięci rynku wciąż pozostaje kryzys energetyczny z 2022 roku. Wówczas Fed rozpoczął podwyżki stóp już w marcu, podczas gdy Europejski Bank Centralny zwlekał aż do lipca. Ta różnica w szybkości reakcji była jednym z powodów silnego umocnienia dolara wobec euro w tamtym okresie.
Jednak obecna sytuacja może być bardziej złożona niż prosty mechanizm „wyższe stopy to silniejszy dolar”. Kluczowe znaczenie mają bowiem realne stopy procentowe, a więc nominalne oprocentowanie pomniejszone o inflację. Sama agresywna polityka Fed nie gwarantuje trwałej przewagi dolara, jeśli inflacja w USA będzie rosła szybciej niż w innych gospodarkach rozwiniętych.
Analiza wydarzeń z 2022 roku pokazuje, że Fed miał wtedy uzasadnione powody do wcześniejszego działania. Inflacja bazowa w USA już przed szokiem energetycznym była wyraźnie wyższa niż w strefie euro. Choć osiągnęła szczyt szybciej, jej późniejszy spadek okazał się stosunkowo powolny. Tymczasem od końca 2023 roku inflacja bazowa w strefie euro pozostaje generalnie niższa niż w Stanach Zjednoczonych. Oznacza to, że mimo późniejszej i mniej agresywnej reakcji EBC, europejski bank centralny zdołał relatywnie skutecznie sprowadzać inflację w kierunku celu.
Punktem wyjścia obecnego kryzysu jest jednak fakt, że inflacja w USA jest dziś tylko nieznacznie wyższa niż w Europie. To może się jednak szybko zmienić. Jeśli amerykańska gospodarka pozostanie bardziej odporna na spowolnienie, presja inflacyjna może narastać szybciej właśnie w USA. W takim scenariuszu Fed byłby zmuszony do dalszego utrzymywania restrykcyjnej polityki pieniężnej.
Kluczowym ryzykiem pozostaje jednak polityka. Coraz większe znaczenie ma pytanie, czy Rezerwa Federalna będzie w stanie oprzeć się presji politycznej na łagodzenie polityki monetarnej. Jeżeli Fed zacząłby sygnalizować bardziej gołębie nastawienie mimo utrzymującej się inflacji, mogłoby to ograniczyć potencjał dalszego umocnienia dolara.
Dlatego rynek powinien zachowac ostrożność wobec scenariusza silnej i trwałej aprecjacji amerykańskiej waluty. O ile wyższe oczekiwania dotyczące stóp procentowych chwilowo wspierają dolara, o tyle jednocześnie istnieje ryzyko, że inflacja w USA okaże się bardziej uporczywa, a Fed mniej restrykcyjny, niż obecnie zakładaja inwestorzy.