Na rynku walutowym reakcja była zauważalna, choć nie gwałtowna. Po ogłoszeniu wyroku dolar osłabił się, co samo w sobie ma znaczenie interpretacyjne. Możliwy był bowiem również scenariusz odwrotny. Decyzję Sądu Najwyższego można było postrzegać jako dowód na funkcjonowanie mechanizmu równowagi władz w USA oraz na to, że prezydent nie dysponuje nieograniczoną swobodą działania. W kontekście wcześniejszych, kontrowersyjnych posunięć politycznych taki sygnal mógłby zostać uznany za czynnik sprzyjający stabilności, a tym samym wspierający amerykańską walutę.
Inwestorzy skupili się jednak przede wszystkim na konsekwencjach fiskalnych. Dochody z ceł stanowią istotne wsparcie dla ekspansywnej polityki budżetowej prowadzonej przez administrację. Ich unieważnienie oznaczałoby nie tylko brak przyszłych wpływów do budżetu federalnego, lecz także potencjalną konieczność zwrotu już pobranych środków. W warunkach wysokiego deficytu oraz narastającego długu publicznego taki rozwój sytuacji zwiększałby presję na finansowanie potrzeb pożyczkowych państwa. Z perspektywy rynku walutowego byłby to czynnik pogarszający ocenę fundamentów fiskalnych Stanów Zjednoczonych.
Rząd szybko dał jednak do zrozumienia, że zamierza sięgnąć po inne podstawy prawne umożliwiające utrzymanie systemu ceł. Nawet jeśli nowa, jednolita stawka ma obowiazywać jedynie przez 150 dni, istnieją mechanizmy pozwalające na wprowadzanie kolejnych barier handlowych. Oznacza to, że ryzyko trwałego wycofania się z polityki taryfowej jest ograniczone. Dla rynków ważniejsze od samego orzeczenia okazało się przekonanie, że administracja wciąż dysponuje instrumentami pozwalającymi zarówno generować wpływy budżetowe, jak i prowadzić ofensywną politykę handlową.
Coraz wyraźniej widać także, że cła przestały pełnić wyłącznie funkcję narzędzia polityki handlowej czy budżetowej. W praktyce stały się środkiem nacisku w relacjach międzynarodowych. Mogą być stosowane jako odpowiedź na decyzje polityczne innych państw, działania sojuszników czy nawet kwestie o charakterze wizerunkowym. Tak szerokie wykorzystanie taryf zwiększa ich nieprzewidywalność i podnosi poziom ryzyka geopolitycznego.
Dla dolara zasadnicze znaczenie ma więc nie to, czy konkretna stawka zostanie utrzymana, obniżona czy uchylona. Kluczowe jest pytanie, co wydarzy się w sytuacji, gdy możliwość używania ceł jako ostatecznego instrumentu nacisku zostałaby realnie ograniczona. W takim scenariuszu administracja mogłaby sięgnąć po inne środki presji, potencjalnie bardziej radykalne, obejmujące obszar finansowy, regulacyjny lub przepływy kapitałowe. Dla inwestorów posiadających aktywa w dolarze oznaczałoby to ryzyko większej zmienności i podwyższonej niepewności systemowej, być może bardziej istotnej niż sama polityka celna.
Obecna sytuacja potwierdza, że kurs dolara jest wrażliwy nie tylko na dane makroekonomiczne, takie jak inflacja czy poziom stóp procentowych, lecz także na ocenę stabilności instytucjonalnej państwa, wiarygodność fiskalną oraz przewidywalność działań w polityce zagranicznej. W realiach narastającego chaosu taryfowego amerykańska waluta staje się wskaznikiem zaufania do całego systemu polityczno gospodarczego Stanów Zjednoczonych.