Spadek cen nastąpił po tym, jak amerykański sekretarz energii Chris Wright opublikował w mediach społecznościowych błędną informację sugerującą, że marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych eskortowała tankowiec z ropą przez Cieśninę Ormuz. Wiadomość została później usunięta, a rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt wyjaśniła, że taka operacja w rzeczywistości nie miała miejsca. Jednocześnie podkreśliła, że amerykańskie siły zbrojne opracowują dodatkowe scenariusze działań. Do zwiększonej zmienności na rynku ropy przyczyniły się również liczne wpisy prezydenta Donalda Trumpa w mediach społecznościowych. Początkowo stwierdził on, że Stany Zjednoczone nie posiadają informacji o minowaniu szlaków żeglugowych, jednak później wezwał Iran do usunięcia wszelkich potencjalnych ładunków wybuchowych, które mogły zostać rozmieszczone w regionie.
W praktyce Cieśnina Ormuz pozostaje obecnie niemal zamknięta dla ruchu statków handlowych. W rezultacie Arabia Saudyjska, Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Kuwejt ograniczyły wydobycie ropy z powodu ograniczonej pojemności magazynowej. Szacuje się, że łączna redukcja produkcji wynosi około 6,7 miliona baryłek dziennie, co odpowiada mniej więcej 6 proc. globalnej podaży ropy naftowej.
Prezes jednego z największych saudyjskich koncernów naftowych, Amin Nasser, podkreślił skalę kryzysu, określając go jako największe zakłócenie, z jakim kiedykolwiek musiał zmierzyć się regionalny sektor ropy i gazu. Zaznaczył, że obecne zaburzenia wywołały poważną reakcję łańcuchową nie tylko w transporcie morskim i sektorze ubezpieczeniowym, ale także w lotnictwie, rolnictwie, przemyśle motoryzacyjnym oraz wielu innych gałęziach gospodarki. Według Nassera im dłużej utrzyma się zakłócenie w przepływie surowca, tym bardziej katastrofalne konsekwencje mogą pojawić się zarówno na światowych rynkach ropy, jak i w globalnej gospodarce.
W odpowiedzi na pogarszającą się sytuację państwa grupy G7 zwróciły się do Międzynarodowej Agencji Energetycznej o przygotowanie scenariuszy wykorzystania strategicznych rezerw ropy naftowej. Instytucja ta nadzoruje wykorzystanie zapasów energetycznych krajów OECD. Dyrektor wykonawczy agencji, Fatih Birol, poinformował w oficjalnym komunikacie, że rządy państw członkowskich dokonają oceny bezpieczeństwa dostaw oraz bieżących warunków rynkowych. Na tej podstawie zostanie podjęta decyzja, czy konieczne będzie uruchomienie części strategicznych rezerw.
Na rynkach akcji w Stanach Zjednoczonych panował brak wyraźnego kierunku. Indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,1 proc., a indeks S&P 500 obniżył się o 0,2 proc., podczas gdy technologiczny Nasdaq Composite zakończył sesję bez zmian. W Europie nastroje były znacznie lepsze. Indeks Euro Stoxx 50 wzrósł o 2,7 proc. Na rynku walutowym dolar amerykański osłabił się. Indeks dolara spadł o 0,4 proc. do poziomu 98,83, natomiast kurs euro do dolara obniżył się nieznacznie o około 20 pipsów do poziomu 1,1610.
Na rynku obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych doszło do wzrostu rentowności, które odrobiły część wcześniejszych spadków z początku tygodnia. Rentowność dwuletnich obligacji wzrosła o 5,5 punktu bazowego do poziomu 3,59 proc., natomiast rentowność dziesięcioletnich papierów skarbowych zwiększyła się o 6 punktów bazowych do 4,16 proc. W Europie sytuacja była bardziej zróżnicowana. Rentowność dziesięcioletnich obligacji niemieckich spadła o 2 punkty bazowe do 2,84 proc., natomiast w Wielkiej Brytanii rentowność dziesięcioletnich papierów skarbowych obniżyła się wyraźniej, o 9 punktów bazowych, do 4,55 proc.
Na rynku surowców ceny ropy Brent spadły o 11,3 proc. i zakończyły sesję na poziomie 87,80 USD za baryłkę po wcześniejszej dużej zmienności. Jednocześnie metale szlachetne zyskiwały na wartości. Cena złota wzrosła o około 1 proc. do poziomu 5192 USD, natomiast srebro podrożało o 1,6 proc. do poziomu 88,33 USD.
Wśród publikowanych danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych pojawiły się mieszane sygnały dotyczące kondycji gospodarki. Indeks optymizmu małych przedsiębiorstw NFIB za luty spadł do poziomu 98,8 punktu wobec 99,3 miesiąc wcześniej i był niższy od rynkowych oczekiwań wynoszących 99,6 punktu. Z kolei sprzedaż istniejących domów wzrosła w lutym o 1,7 proc. w ujęciu miesięcznym do poziomu 4,09 miliona jednostek, co było wynikiem znacznie lepszym od prognoz zakładających spadek o 0,8 proc. W poprzednim miesiącu sprzedaż ta obniżyła się o 5,9 proc.
W centrum uwagi inwestorów znajdują się obecnie kolejne dane ze Stanów Zjednoczonych dotyczące inflacji oraz kondycji gospodarstw domowych. Wśród dzisiejszych publikacji znajdują się lutowy wskaźnik inflacji konsumenckiej, realne przeciętne wynagrodzenia godzinowe oraz dane dotyczące deficytu budżetowego. Konsensus rynkowy zakłada, że roczna inflacja ogółem wyniesie 2,4 proc., natomiast inflacja bazowa, po wyłączeniu najbardziej zmiennych kategorii, osiągnie poziom 2,5 proc.
Na rynku walutowym widoczna była umiarkowana zmienność. Kurs dolara względem jena wzrósł o około 40 pipsów do poziomu 158,10, co było wspierane przez rosnące rentowności amerykańskich obligacji. Dolar australijski umocnił się o około 40 pipsów wobec dolara amerykańskiego, osiągając poziom 0,7120.
Złoty lekko stracił na wartości po wcześniejszym (poniedziałkowym) dynamicznym umocnieniu). Kurs EUR/PLN urósł do 4,2670 a USD/PLN do 3,6750. Polska waluta jest jednak dużo słabsza w porównaniu do okresu przełomu stycznia i lutego. Przypomnijmy, że wybuch wojny w Iranie wywołał skokową deprecjację złotego do większości głównych walut.