Rynki energii przyjęły tę informację z wyraźną ulgą. Cena ropy Brent spadła poniżej 82 dolarów za baryłkę, czyli o ponad 15 dolarów względem szczytów osiągniętych niewiele ponad tydzień wcześniej. Tak gwałtowna korekta pokazuje, jak dużą premię za ryzyko geopolityczne inwestorzy uwzględniali wcześniej w cenach surowca.
Wykres ceny ropy naftowej (CFD), dane dzienne, źródło: Tradingview
Mimo ostatnich spadków potencjał do dalszej, szybkiej przeceny ropy wydaje się jednak ograniczony. Po pierwsze, negocjacje między Waszyngtonem a Teheranem dotyczące nowego porozumienia nuklearnego prawdopodobnie będą trudne i pełne napięć. Każdy kryzys w rozmowach może ponownie podważyć trwałość obecnego porozumienia i wywołać wzrost premii za ryzyko na rynku energii.
Po drugie, nawet w najbardziej optymistycznym scenariuszu pełne przywrócenie normalnego funkcjonowania transportu przez Cieśninę Ormuz nie nastąpi natychmiast. Odbudowa regularnej żeglugi, ubezpieczeń transportowych, logistyki i przepływów handlowych wymaga czasu. Oznacza to, że eksport ropy i gazu z regionu Zatoki Perskiej będzie wracał do normy stopniowo, a nie z dnia na dzień.
Z tego względu prognoza zakłada, że cena ropy Brent będzie wynosiła około 85 dolarów za baryłkę pod koniec bieżącego roku. Powrót do poziomów sprzed konfliktu, czyli około 65 dolarów za baryłkę, oczekiwany jest dopiero w przyszłym roku.
W średnim i długim terminie kluczowe znaczenie będzie miała jednak strona podażowa rynku. Wiele państw eksportujących ropę dysponuje znacznymi niewykorzystanymi mocami produkcyjnymi. Jeszcze przed wybuchem konfliktu kraje OPEC planowały stopniowe wycofywanie dobrowolnych ograniczeń wydobycia. W kwietniu osiem państw kartelu rozpoczęło proces odwracania ostatniej transzy dobrowolnych cięć wynoszących 1,65 mln baryłek dziennie.
Od tego czasu uzgodniono zwiększenie produkcji o teoretyczne 600 tys. baryłek dziennie, a dodatkowy wzrost o 188 tys. baryłek dziennie został już zatwierdzony na lipiec. W praktyce wzrost produkcji okazał się jednak nieco mniejszy, ponieważ Zjednoczone Emiraty Arabskie opuściły kartel OPEC.
Największy potencjał zwiększenia wydobycia posiadają obecnie Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt, Algieria oraz Rosja. Jeśli obecne tempo przywracania produkcji zostanie utrzymane, pełne wycofanie dobrowolnych ograniczeń może nastąpić już jesienią. Dodatkowym źródłem podaży mogą być Zjednoczone Emiraty Arabskie, które po opuszczeniu OPEC nie są już objęte limitami wydobycia i mogą swobodnie wykorzystywać swoje moce produkcyjne. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej ich niewykorzystana zdolność wydobywcza wynosiła około 600 tys. baryłek dziennie jeszcze przed blokadą Cieśniny Ormuz.
Teoretycznie globalna produkcja mogłaby wzrosnąć nawet o 15 mln baryłek dziennie względem poziomów z maja, czyli o prawie 5 mln baryłek dziennie więcej niż przed wybuchem konfliktu. Taki wzrost podaży oznaczałby znaczną nadwyżkę na rynku i mógłby doprowadzić do wyraźnego spadku cen ropy poniżej poziomów sprzed wojny.
Taki scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Wiele krajów nie ma interesu w pełnym wykorzystaniu swoich rezerw produkcyjnych. Arabia Saudyjska, dysponująca największymi wolnymi mocami wydobywczymi, potrzebuje stosunkowo wysokich cen ropy do stabilizacji finansów publicznych. Również Rosja może mieć ograniczone możliwości zwiększania produkcji, szczególnie jeśli Stany Zjednoczone ponownie zaostrzą sankcje wobec rosyjskiego sektora energetycznego po ustabilizowaniu sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Ponadto całkowite wykorzystanie rezerw produkcyjnych pozbawiłoby rynek bufora bezpieczeństwa na wypadek nieoczekiwanych zakłóceń dostaw. Inwestorzy zwykle uwzględniają taki czynnik w wycenach, co samo w sobie mogłoby ograniczać potencjał spadku cen.
Istotnym argumentem przeciwko gwałtownej przecenie ropy pozostaje również perspektywa wzrostu popytu wynikającego z konieczności odbudowy zapasów strategicznych i komercyjnych. Według danych amerykańskiej Administracji Informacji Energetycznej zapasy ropy w krajach OECD spadły do końca maja do poziomu nieco ponad 2,6 mld baryłek, co oznacza spadek o około 180 mln baryłek od końca lutego.
W najbliższych miesiącach zapasy mogą nadal maleć, choć już wolniej niż w szczytowym okresie kryzysu. Następnie rozpocznie się proces ich odbudowy. Eksperci amerykańskiej administracji energetycznej zakładają, że od 2027 roku zapasy będą rosły średnio o około 25 mln baryłek miesięcznie przez co najmniej rok. Nawet taki scenariusz oznacza jednak stosunkowo powolny powrót do poziomów sprzed konfliktu.
Możliwe jest również, że część państw będzie chciała utrzymywać wyższe zapasy niż przed wojną. Szczególnie dotyczy to krajów silnie uzależnionych od transportu przez Cieśninę Ormuz. Przykładowo Kuwejt rozważa budowę dodatkowych magazynów ropy poza regionem Zatoki Perskiej, aby ograniczyć ryzyko podobnych zakłóceń w przyszłości.
W efekcie rynek ropy wchodzi obecnie w nową fazę. Ryzyko związane z blokadą Cieśniny Ormuz wyraźnie zmalało, jednak nie oznacza to automatycznego powrotu do niskich cen. Z jednej strony OPEC i inni producenci dysponują znacznymi możliwościami zwiększenia wydobycia. Z drugiej strony proces odbudowy zapasów, utrzymująca się niepewność geopolityczna oraz interes producentów w utrzymaniu relatywnie wysokich cen powinny ograniczać skalę ewentualnych spadków. Dlatego choć perspektywy dla rynku ropy są obecnie znacznie bardziej stabilne niż kilka tygodni temu, scenariusz trwałego spadku cen wyraźnie poniżej poziomów sprzed konfliktu nadal wydaje się mało prawdopodobny.