Na rynkach akcji dominowała wyprzedaż. Główne amerykańskie indeksy Dow Jones, S&P 500 oraz Nasdaq Composite spadły w piątek odpowiednio o 1,7 proc., 1,7 proc. i 2,2 proc. W ujęciu tygodniowym straty wyniosły 0,9 proc., 2,1 proc. i 3,2 proc. Szczególnie istotny jest fakt, że indeks S&P 500 spada juz piąty tydzień z rzędu i znajduje się około 9 proc. poniżej szczytu ze stycznia, natomiast Nasdaq wszedł już w fazę korekty, tracąc niemal 12,8 proc. od październikowego maksimum z 2025 roku. Europejskie rynki zachowywały się nieco stabilniej, a Euro Stoxx 50 spadł w piątek, ale zakończył tydzień niewielkim wzrostem. Dodatkowo niemiecki indeks DAX stracił 1,4 proc., co pokazuje, że presja spadkowa objęła również największe gospodarki Europy.
Rownolegle obserwowaliśmy umocnienie dolara oraz zmienność na rynku obligacji. Indeks dolara wzrósł w skali tygodnia o 0,5 proc., co odzwierciedla przepływ kapitału do bezpiecznych aktywów. Na rynku długu doszło do zjawiska tak zwanego "bull steepening" krzywej dochodowości w Stanach Zjednoczonych, gdzie rentowności krótkoterminowe spadły, podczas gdy długoterminowe nieznacznie wzrosły. Rentowność obligacji dwuletnich spadła do 3,91 proc., natomiast dziesięcioletnich wzrosła do 4,43 proc. Taka zmiana sugeruje rosnące obawy inwestorów o przyszły wzrost gospodarczy, przy jednoczesnym wygasaniu obaw o natychmiastowy szok inflacyjny.
Na rynku walutowym dolar umacniał się względem głównych walut, co wpisuje się w schemat ucieczki kapitału do bezpiecznych przystani. Jednocześnie osłabił się polski złoty. Kurs EUR/PLN wzrósł do 2,29, a USD/PLN zbliżył się do poziomu 3,73, co odzwierciedla pogorszenie globalnego sentymentu oraz odpływ kapitału z rynków wschodzących.
To przesunięcie narracji rynkowej jest kluczowe. Początkowo wzrost cen ropy naftowej był interpretowany jako czynnik inflacyjny, jednak obecnie coraz większy nacisk kładzie się na negatywny wpływ długotrwałego szoku energetycznego na wzrost gospodarczy i rynek pracy. Innymi słowy, rynek zaczyna bardziej obawiać się spowolnienia gospodarczego niż utrwalenia inflacji.
Konflikt na Bliskim Wschodzie uległ dalszej eskalacji. Stany Zjednoczone oraz Izrael przeprowadziły ataki na irańską infrastrukturę nuklearną i przemysłową, a Iran odpowiedział działaniami militarnymi w rejonie Zatoki Perskiej. Dodatkowo do konfliktu dołączyli rebelianci Huti z Jemenu, wspierani przez Iran, którzy rozpoczęli ataki rakietowe na Izrael i zagrozili kontynuacją działań do czasu zaprzestania operacji wojskowych przeciwko Iranowi. Ich wcześniejsze działania pokazały zdolność do zakłócania transportu morskiego na Morzu Czerwonym, co zwiększa ryzyko zaburzeń w globalnych dostawach ropy.
Szczególnie wrażliwym punktem pozostaje cieśnina Ormuz, kluczowy szlak transportowy dla światowego rynku ropy. Doniesienia o możliwych operacjach lądowych Stanów Zjednoczonych w Iranie oraz zagrożenia dla infrastruktury przybrzeżnej dodatkowo podnoszą ryzyko geopolityczne. Arabia Saudyjska już teraz przekierowuje eksport ropy alternatywnymi trasami, wykorzystując maksymalnie swoją infrastrukturę przesyłową.
Na rynku surowców ceny ropy Brent wzrosły do poziomu ponad 112 USD za baryłkę, kontynuując sześciotygodniową serię wzrostów. Wzrost cen energii wspiera również ceny złota, które pozostaje beneficjentem niepewności, choć w ujęciu tygodniowym jego cena pozostała stabilna.
Dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych zaczynają potwierdzać pogarszające się nastroje. Indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan spadł do najniższego poziomu od trzech miesięcy, a oczekiwania inflacyjne na najbliższy rok wzrosły do 3,8 proc., głównie ze względu na rosnące ceny paliw. To połączenie słabszego sentymentu i wyższych oczekiwań inflacyjnych tworzy trudne środowisko dla polityki monetarnej.
Rynki stóp procentowych przeszły wyraźną zmianę. Kontrakty terminowe wskazują obecnie brak obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w bieżącym roku, a nawet niewielkie podwyżki do końca 2026 roku, co stanowi radykalną zmianę względem wcześniejszych oczekiwań zakładających znaczące luzowanie polityki pieniężnej. Podobne przesunięcie nastąpiło w strefie euro, gdzie rynek zaczął dyskontować podwyżki zamiast wcześniejszych obniżek.
Ten tydzień będzie kluczowy dla oceny kondycji amerykańskiej gospodarki. Szczególną uwagę inwestorzy zwrócą na dane z rynku pracy, w tym raport NFP, który według konsensusu ma pokazać wzrost zatrudnienia o 60 tys. miejsc pracy po wcześniejszym spadku oraz stabilną stopę bezrobocia na poziomie 4,4 proc. Oprócz tego opublikowane zostaną dane dotyczące sprzedaży detalicznej, aktywności przemysłowej oraz liczby wakatów.
Rynki znajdują się obecnie w fazie przejścia od obaw inflacyjnych do obaw o wzrost gospodarczy. Kluczowym czynnikiem pozostaje rozwój sytuacji geopolitycznej, który w krótkim terminie będzie determinował kierunek rynków finansowych, cen surowców oraz polityki monetarnej.