Choć słabsze dane o wzroście płac z ubiegłego tygodnia mogły częściowo przyczynić się do presji na walutę, to w obecnym układzie kluczowe znaczenie mają czynniki geopolityczne i wewnętrzna sytuacja polityczna w Japonii. Pierwszym z nich jest eskalujący spór Tokio z Pekinem. Po listopadowych wypowiedziach premier Japonii, Sanae Takaichi, która uznała potencjalny atak Chin na Tajwan za zagrożenie egzystencjalne dla Japonii, rząd Chin odpowiedział działaniami o charakterze gospodarczym. Wśród nich znalazły się m.in. zalecenia dla chińskich obywateli, aby powstrzymali się od podróży turystycznych do Japonii. Skutkiem był wyraźny spadek liczby połączeń lotniczych między oboma krajami, co sugeruje, że liczba chińskich turystów w Japonii w grudniu mogła spaść w ujęciu rocznym o kilkanaście proc., nawet jeśli oficjalne dane statystyczne nie zostały jeszcze opublikowane.
Napięcia pogłębiły się w ubiegłym tygodniu, gdy Chiny wprowadziły natychmiastowy zakaz eksportu tzw. dóbr „podwójnego zastosowania” do Japonii. Chodzi o towary, które mogą mieć zarówno cywilne, jak i wojskowe zastosowanie. Lista opublikowana przez chińskie ministerstwo handlu obejmuje około 1 100 pozycji, co wskazuje na szeroką skalę restrykcji. Choć formalnie zakaz dotyczy wyłącznie japońskich firm zbrojeniowych, doświadczenia z przeszłości pokazują, że tego typu decyzje często prowadzą do problemów logistycznych i opóźnień także w sektorze cywilnym. Postawa Pekinu sugeruje brak chęci do deeskalacji konfliktu, co podtrzymuje premię ryzyka politycznego na jenie.
Pewnym punktem zwrotnym mogą być jednak wydarzenia zaplanowane na ten tydzień. Odbędzie się spotkanie premier Japonii z jej południowokoreańskim odpowiednikiem, a także wizyta japońskiego ministra obrony w Stanach Zjednoczonych. Ewentualne jednoznaczne wsparcie ze strony USA dla Japonii mogłoby przynajmniej częściowo ustabilizować nastroje wokół jena.
Drugim istotnym obciążeniem dla japońskiej waluty są spekulacje dotyczące przedterminowych wyborów parlamentarnych. W ubiegłym tygodniu pojawiły się pogłoski, że premier Takaichi, korzystając z wysokiego poparcia w sondażach – wzmocnionego m.in. twardą postawą wobec Chin – mogłaby zdecydować się na rozwiązanie parlamentu pod koniec przyszłego tygodnia i rozpisanie wyborów na luty. Taki scenariusz zwiększyłby niepewność co do dalszego kierunku reform gospodarczych i fiskalnych.
Jednocześnie realne ryzyka związane z kalendarzem politycznym sprawiają, że decyzja o wyborach wcale nie jest przesądzona. Japoński system wyborczy jest skomplikowany, a wysokie poparcie sondażowe nie musi automatycznie przełożyć się na wynik przy urnach. Dodatkowo do 1 kwietnia rząd musi przedstawić projekt budżetu, a proces wyborczy i formowanie nowego gabinetu znacząco utrudniłyby dotrzymanie tego terminu. Taki harmonogram kolidowałby również z planami premier, która chce w marcu udać się do USA na spotkanie z Donald Trump, jeszcze przed jego zaplanowanym na kwiecień spotkaniem z Xi Jinping.
Nawet potencjalne zwycięstwo wyborcze nie rozwiązałoby wszystkich problemów. Koalicja Partii Liberalno-Demokratycznej z Ishin no Kai mogłaby uzyskać większość w izbie niższej, lecz nadal pozostawałaby w mniejszości w izbie wyższej, co oznaczałoby konieczność dalszej współpracy z opozycją przy kluczowych projektach legislacyjnych. W tym kontekście coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że informacje o możliwych wyborach zostały celowo „wypuszczone” do mediów w celu wywarcia presji na DPFP, aby ta zgodziła się na wejście do formalnej koalicji rządowej.
Wykres pary USD/JPY, dane dzienne, źródło: Tradingview