W centrum uwagi inwestorów znajduje się obecnie Europejski Bank Centralny. Oczekuje się, że będzie on jednym z pierwszych dużych banków centralnych, który zareaguje na nowy szok energetyczny poprzez podwyższenie stóp procentowych. Sama decyzja nie powinna być zaskoczeniem, ponieważ rynek przygotowywał się na nią od dłuższego czasu. Jej znaczenie jest jednak większe, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Obecna sytuacja wyraźnie różni się od tej z 2022 roku, kiedy wybuch wojny w Ukrainie doprowadził do gwałtownego wzrostu cen energii. W tamtym okresie głównym liderem zacieśniania polityki pieniężnej był amerykański bank centralny. Rezerwa Federalna nie tylko rozpoczęła podwyżki stóp procentowych wcześniej niż większość innych banków centralnych, ale również działała wyjątkowo agresywnie. Europejski Bank Centralny pozostawał wtedy w tyle i rozpoczął cykl podwyżek z wyraźnym opóźnieniem.
Tym razem sytuacja wygląda odwrotnie. Jeszcze niedawno rynki finansowe zakładały, że Fed nie będzie reagował na nowy wzrost cen energii. Przez długi czas dominowało przekonanie, że amerykańskie stopy procentowe pozostaną bez zmian, a nawet pojawiały się oczekiwania dotyczące ich obniżek. Dopiero w ostatnich tygodniach nastąpiła istotna zmiana nastrojów. Szczególnie silny wpływ miały opublikowane w piątek dane z rynku pracy USA, które pokazały utrzymującą się siłę amerykańskiej gospodarki. W rezultacie inwestorzy zaczęli ponownie wyceniać możliwość podwyżki stóp procentowych przez Fed. Obecnie rynek zakłada jednak jedynie pojedynczą podwyżkę o 0,25 punktu procentowego do końca roku.
Znaczenie tych oczekiwań dla rynku walutowego jest znaczne. Polityka pieniężna Stanów Zjednoczonych pozostaje najważniejszym czynnikiem wpływającym na kursy walut na świecie. Wynika to przede wszystkim z dominującej roli dolara amerykańskiego jako głównej waluty rezerwowej. Dolar uczestniczy w znacznej większości transakcji walutowych na świecie, dlatego każda zmiana oczekiwań dotyczących stóp procentowych w USA natychmiast wpływa na globalne przepływy kapitału.
To właśnie relatywnie bierna postawa Fed tłumaczy, dlaczego zmienność na rynku walutowym pozostawała tak niska mimo wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Po rozpoczęciu wojny nastąpił krótkotrwały wzrost zmienności kursów walut, który zbiegł się ze wzrostem oczekiwań dotyczących podwyżek stóp procentowych w USA. Gdy jednak oczekiwania te ustabilizowały się, zmienność ponownie spadła. W ostatnim czasie można zaobserwować kolejny wzrost zmienności, który ponownie towarzyszy wzrostowi oczekiwań na bardziej restrykcyjną politykę Fed.
Zależność ta sugeruje, że przyszłość rynku walutowego będzie w dużej mierze uzależniona od dalszych decyzji amerykańskiego banku centralnego. Jeśli inwestorzy zaczną wierzyć, że Fed będzie zmuszony reagować bardziej zdecydowanie na utrzymującą się presję inflacyjną wynikającą z wysokich cen energii, okres wyjątkowego spokoju na rynku walutowym może szybko dobiec końca.
Nie można wykluczyć takiego scenariusza. Amerykańska gospodarka jak dotąd wykazuje dużą odporność na globalny kryzys energetyczny. Konsumpcja pozostaje mocna, rynek pracy jest stabilny, a aktywność gospodarcza nie wykazuje oznak gwałtownego spowolnienia. Jednocześnie konflikt na Bliskim Wschodzie nie zbliża się do rozwiązania, a ceny energii pozostają podatne na kolejne wzrosty. Ostatnie napięcia między Izraelem a Iranem przypomniały inwestorom, jak krucha jest obecna sytuacja geopolityczna.