Opinie
Autor: Konrad Białas

GBP: silny na błędnych założeniach

Nowe wybory 8 czerwca

We wtorek premier Wielkiej Brytanii Theresa May niespodziewanie zapowiedziała na 8 czerwca przyspieszone wybory parlamentarne. Decyzja bierze się z pewności May co do wyniku wyborów, gdyż ostatnie sondaże pokazują, że Partia Konserwatywna może liczyć na 44 proc. poparcia, sporo przed następną Partią Pracy z 23 proc. głosów. Taki wynik dawałby Torysom większość parlamentarną z przewagą ponad 100 miejsc przy 12 obecnie.

Wzmocnienie władzy w kraju jest bez wątpienia pozytywnym czynnikiem zwiększającym zaufanie w bezkonfliktowe prowadzenie polityki. W tym najważniejszym aspekcie, jakim jest Brexit, wybory (i ich przewidywany wynik) z jednej strony mają być dowodem poparcia obywateli dla forsowanej przez rząd strategii. Z drugiej strony mają pozwolić May na uwolnienie od poparcia tej frakcji Torysów, która optuje za „twardszym Brexitem” i ostra walką o ochronę krajowego rynku przed pracownikami z kontynentalnej Europy. Zwiększona swoboda May ma prowadzić do łagodniejszej postawy w negocjacjach, co ułatwi cały proces i zwiększa szanse na nieobciążony ograniczeniami dostęp Wielkiej Brytanii do jednolitego rynku europejskiego. Dodatkowo wczorajsza decyzja przesuwa termin kolejnych wyborów z 2020 na 2022, tym samym usuwa presję prędkiego „posprzątania” po sfinalizowaniu negocjacji Brexitu w marcu 2019 r. zanim dojdzie do kampanii wyborczej.

Co to zmienia?

Skok wartości funta sugeruje, że rynek zmienił rozkład prawdopodobieństw między „twardym” a „miękkim” Brexitem, widząc teraz zwiększone szanse tego drugiego. Naszym zdaniem jednak, chociaż przyspieszone wybory mogą dokonać istotnych przetasowań na brytyjskiej scenie politycznej, w ogólnym rozrachunku nie zmieniają wiele dla perspektyw gospodarczych Wielkiej Brytanii, stąd przyszłość funta nie rysuje nam się dużo lepiej.

Po pierwsze widzimy fałszywość w założeniu, że silniejszy mandat May „zmiękcza” warunki Brexitu. Jeśli zwiększenie liczby Torysów w Izbie Gmin ma zmniejszyć wpływ zwolenników „twardego Brexitu”, osłabienie pozycji Partii Pracy oraz Liberalnych Demokratów działa w przeciwnym kierunku. Ponadto bazowa strategia rządu May ma więcej znamion „twardego Brexitu”, w tym w kluczowej kwestii opuszczenia jednolitego rynku europejskiego. Zatem z czasem powinno się okazać, że przyszłość relacji Wielkiej Brytanii z UE nie wygląda lepiej niż zapowiadała się pod koniec marca przy uruchamianiu procedury Brexitu.

Po drugie rynek zdaje się całkowicie ignorować fakt, że negocjacje Brexitu będą prowadzone z udziałem dwóch stron, przy czym strona europejska ma duży interes w tym, aby pokazać, że opuszczenie UE nie jest bezbolesnym procesem. Projekt Unii Europejskiej przechodzi kryzys, który w najgorszym scenariuszu może zakończyć się fiaskiem i rozpadem wspólnoty, dlatego unijnym politykom najbardziej zależy na tym, aby zapobiec pojawieniu się następnych ruchów separatystycznych w przyszłości. Przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii nie zmieniają strategii strony unijnej, która będzie się opierać na osiągnieciu jak największego sukcesu przy pośrednim wywołaniu dużych kosztów u drugiej strony.

Po trzecie wybory nie zmieniają faktu, że do Brexitu dojdzie, co niezależnie od kształtu ostatecznego porozumienia za dwa lata, teraz oznacza utrzymywanie niepewności wśród brytyjskich podmiotów gospodarczych. W pierwszych miesiącach po referendum o wyjściu z UE brytyjska gospodarka nie załamała się, ale spowolnienie tempa wzrostu w tym roku i kolejnych jest wysoce prawdopodobne. Wprawdzie indeksy aktywności brytyjskiego biznesu wskazały na silne odbicie po poreferendalnym szoku z połowy 2016 r., ale częściowo była to zasługa globalnej poprawy nastrojów. W ostatnich odczytach widać tonowanie optymizmu przy kontrastującej dalszej ekspansji gospodarki Eurolandu. Tempo wzrostu sprzedaży detalicznej jest najsłabsze od czterech lat, a wyższe ceny przez słabego funta drenują realne wynagrodzenia. Uważamy, że kwestia kulejącego ożywienia będzie znaczyć więcej dla Banku Anglii niż zagrożenie przestrzelenia celu inflacyjnego, w efekcie czego BoE nie odejdzie od łagodnej polityki monetarnej.

Podtrzymujemy nasze prognozy dla funta w dłuższym terminie z GBP/USD 1,25 i EUR/GBP 0,88 na koniec roku. Jednocześnie zakładamy słabszy nacisk na wyprzedaż funta w najbliższych tygodniach, stąd podnieśliśmy prognozy do GBP/USD 1,24 i EUR/GBP 0,86 na koniec drugiego kwartału (odpowiednio z 1,20 i 0,88).

Rajd na kapitulacji sprzedających

Uruchomiony we wtorek rajd GBP nie jest do utrzymania w dłuższym horyzoncie, choć trudno się kłócić z krótkoterminowym pędem rynku. Dynamiczne umocnienie funta traktujemy jako wygrana przekonania, że prowadzenie polityki nawet „twardego Brexitu” przy silnym mandacie May jest i tak lepszą opcją niż ryzyko torpedowania legislacji przez krajową opozycję (także tą we własnych szeregach). Ten pierwiastek zwiększonej pewności mógł okazać się kroplą przepełniającą czarę goryczy wśród inwestorów czyhających na dalsze załamanie funta. Dane CFTC o pozycjach inwestorów spekulacyjnych w kontraktach na waluty wskazują, że w ostatnich tygodniach pozycja netto w kontraktach na sprzedaż GBP utrzymywała się na historycznych ekstremach, jednak bez odpowiedzi po stronie spadku kursu. Naszym zdaniem kapitulacja inwestorów przy percepcji malejących szans na czarny scenariusz dla funta była główną siłą, która napędzała rajd waluty.

Co teraz?

Ostatnie godziny przynoszą ustabilizowanie zmienności funta i w oparciu o czynniki fundamentalne analizie nie mamy przekonania do kontynuacji aprecjacji. Jednakże biorąc pod uwagę wyłamanie istotnych poziomów technicznych na kluczowych crossach z GBP (link) oraz „mętne” perspektywy dla głównych walut, nie możemy wykluczyć kolejnej fali umocnienia względem EUR i USD do czasu, gdyż układ nie zostanie zakłócony przez serię słabszych danych marko. Piątkowy raport o sprzedaży detalicznej występuje tutaj jako główne zagrożenie (prog. -0,3 proc. m/m). Ostatnie badania British Retail Consortium wskazują na najsłabszy wzrost sprzedaży od czterech lat i dane oficjalne powinny to wkrótce odzwierciedlać.

Dodatkowe ryzyko leży w wyniku pierwszej tury wyborów prezydenckich we Francji, gdzie pozytywne zaskoczenie (brak awansu Marine Le Pen do drugiej tury) może być silnym impulsem do redukcji krótkich pozycji w EUR. Od bezpośredniej strony brytyjskich czynników politycznych zagrożeniem mogą być sondaże poparcia, gdzie wysoka przewaga Konserwatystów nad Laburzystami na poziomie 20 pkt proc. może prędzej spaść, niż wzrosnąć.

Inwestuj teraz! Otwórz aplikację mobilną TMS Brokers.

Powrót
Zastrzeżenia prawne

Ostrzeżenie o ryzyku: Transakcje Forex i kontrakty oparte na dźwigni finansowej są wysoce ryzykowne dla Twojego kapitału, ponieważ straty mogą przewyższyć depozyt. Dlatego też, kontrakty na różnicę oraz Forex mogą nie być odpowiednie dla wszystkich inwestorów. Upewnij się, że rozumiesz związane z nimi ryzyka i jeśli jest to konieczne zasięgnij niezależnej porady. Informacje zawarte na tej witrynie internetowej nie są skierowane do odbiorców konkretnego kraju i nie są przeznaczone do dystrybucji do państw, w których dystrybucja albo użytkowanie tych informacji byłyby niezgodne z lokalnym prawem, wymogami i regulacjami.

Dom Maklerski TMS Brokers SA z siedzibą w Warszawie przy ulicy Złotej 59, zarejestrowany przez Sad Rejonowy dla m. st. Warszawy w Warszawie, XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sadowego pod numerem KRS 0000204776, NIP 526.27.59.131, Kapitał zakładowy: 3,537,560 zł opłacony w całości. Dom Maklerski TMS Brokers SA podlega nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego na podstawie zezwolenia z dnia 26 kwietnia 2004 r. (KPWiG-4021-54-1/2004).

Kontrakty na różnicę są złożonymi instrumentami i wiążą się z dużym ryzykiem szybkiej utraty środków pieniężnych z powodu dźwigni finansowej. 82% rachunków inwestorów detalicznych odnotowuje straty w wyniku handlu kontraktami na różnicę u niniejszego dostawcy. Zastanów się, czy rozumiesz, jak działają kontrakty na różnicę, i czy możesz pozwolić sobie na wysokie ryzyko utraty pieniędzy.