Rynki spokojne mimo narastających napięć taryfowych

W odróżnieniu od sytuacji z 2 kwietnia, kiedy to ogłoszono nowe stawki taryfowe dla wszystkich krajów jednocześnie, obecna eskalacja taryf przybiera bardziej rozciągniętą formę. Od poniedziałku tylko 23 państwa otrzymały formalne zawiadomienie, podczas gdy kolejne są wciąż oczekiwane – lub mogą nie otrzymać żadnego. Co więcej, większość ogłoszonych taryf pokrywa się z wcześniejszymi zapowiedziami z kwietnia. Trzy miesiące temu taka informacja doprowadziła do silnej korekty na rynkach, ale tym razem – dzięki rozciągnięciu komunikacji w czasie – rynek „przetrawia” negatywne informacje w mniejszych porcjach, co ogranicza skalę reakcji.
Drugim możliwym wyjaśnieniem jest przekonanie inwestorów, że Trump zawsze się wycofuje. Historia pokazuje, że wiele wcześniejszych zapowiedzi wysokich taryf nie weszło w życie lub zostało wycofanych tuż przed ich wdrożeniem. W ostatnich dniach wiele komentarzy rynkowych wskazuje na to, że inwestorzy oczekują powtórki tego schematu – że administracja USA ponownie złagodzi stanowisko tuż przed wejściem taryf w życie.
To, która z tych dwóch interpretacji okaże się trafna, będzie miało istotne znaczenie dla rynkowej zmienności. Jeśli Trump tym razem się nie wycofa i taryfy rzeczywiście wejdą w życie 1 sierpnia, rynki mogą zareagować gwałtownie i nerwowo – zwłaszcza jeśli obecna stabilność wynika wyłącznie z założenia, że sytuacja rozwinie się według wcześniejszego schematu. W takim scenariuszu można spodziewać się nagłego wzrostu zmienności i osłabienia dolara amerykańskiego.
Z kolei jeśli faktycznie mamy do czynienia z sytuacją, że rynki ignorują eskalację, dopóki nie zobaczą pogorszenia danych fundamentalnych, reakcja może być opóźniona i rozłożona w czasie. W tym przypadku deprecjacja dolara również wydaje się nieunikniona, ale będzie miała raczej łagodniejszy i stopniowy charakter, zależny od faktycznego wpływu taryf na wzrost gospodarczy, konsumpcję i handel międzynarodowy.